Rozdział 59 - Ślub.

czwartek, 20.maja.2010, 22:54

Ułożyłam usta w rozkosznym uśmiechu, kiedy brązowowłosy chłopak wziął walizkę, którą przed chwilą skończyłam pakować i zaniósł ją do samochodu. Skocznym krokiem udałam się w kierunku czarnego mini vana, w którym czekała już na mnie reszta osób. Cała w skowronkach, uchyliłam drzwi auta. Mój wzrok od razu przeniósł się na tył, na którym siedział zrelaksowany gitarzysta, trzymający swoją „zagipsowaną” nogę na reszcie siedzenia. Chłopak przygryzał wargę i delikatnie poruszał głową w rytm drapieżnej muzyki rozlegającej się wewnątrz pojazdu. Kiedy znalazłam się w środku, zajmując miejsce obok Gustava, Tom zdjął ciemne, duże okulary i posłał mi jedno z tych spojrzeń, przez które chciałam się po prostu rozpłynąć. Wysłałam chłopakowi zalotny uśmiech i odwróciłam się w stronę przedniej szyby. Siedzący obok kierującego wozem Georga, Bill serdecznie pomachał w moją stronę i podał mi dużą torbę pełną kolorowych żelek. Wzięłam całą garść ulubionych słodyczy, napychając sobie nimi buzię.
-Dobrze, że jesteś, Marta – powiedział czarnowłosy, uśmiechając się szeroko – wreszcie ktoś okiełzna tego zwierzaka z tyłu samochodu!
-Spadaj, wytapetowana kukło! – odezwał się siedzący za mną Tom, powodując, że w aucie zapadła na chwilę cisza, przerywana tylko uderzeniami bębnów, których brzmienie wydobywało się z czarnego radia.
Niespodziewanie poczułam, jak nieziemski i dobrze znany mi zapach próbuje opętać moje zmysły. Przymknęłam leciutko powieki, oddając się magii chwili. Czułam jak ręka znajdującego się za mną chłopaka, subtelnie łaskocze mnie w ramiona i niebiańsko pieści okruszkami palców w szyję. Grzecznie się uśmiechając, złapałam gitarzystę za dłoń i mocno przycisnęłam ją do swojego rumianego policzka. Miałam wrażenie, że nasze niewinne oddechy splatają się, tworząc jedną, okazałą całość.
-Już nie mogę się doczekać, kiedy się od nich wszystkich uwolnimy – szepnął czule Tom, męsko ściskając moją rękę – zarezerwowałem nawet dla nas pokój, tylko dla nas. Z dala od tych małpiszonów.
Otworzyłam nagle oczy i gwałtownie odwróciłam się do tyłu:
-Będziemy spać razem?!
-Hmm, wszystko wskazuje, że będziesz na mnie skazana przez cały pobyt. I obiecuję, nie dam ci spokoju! – powiedział, zawadiacko uśmiechając się i cmokając.
Przewróciłam zabawnie oczami, oświadczając:
-No cóż, każdy może sobie pomarzyć.


Po niecałych dwóch godzinach dotarliśmy na miejsce. Rajska, sielankowa okolica od samego początku robiła na mnie ogromne wrażenie. Napawałam się wszechobecnym, niebiańskim spokojem i magią tego zakątka. Szeroko otwierając oczy ze zdziwienia, lustrowałam okolicę, uśmiechając się pod nosem. Kiedy wysiadłam z auta i wreszcie mogłam wyprostować nogi po podroży, poczułam jak masa świeżego, żywego powietrza napływa do nozdrzy, pozwalając mi oddychać pełną piersią. Zatrzymałam się na moment, przymykając powieki i mając wrażenie, że leciutki wietrzyk bawi się moimi długimi, prostymi włosami.
Niespodziewanie poczułam, jak męskie, mocne ręce zdecydowanym ruchem oplatają mnie w talii, przyciągając do ciała właściciela. Westchnęłam cichutko, mimowolnie się uśmiechając.
-Widzę, że ci się tutaj podoba – szepnął, zdając sobie doskonale sprawę z tego, że umyślnie drażni mnie swoim głosem.
-Cudowne miejsce, nie dziwię się, że twoja mama chce mieć w tym miejscu ślub!- odpowiedziałam urzeczona, odwracając się w stronę chłopaka.
-Nie przepadam za takimi imprezami – powiedział Tom – bardziej cieszy mnie ta druga część wyjazdu – mówiąc to, wbił się w moją szyję niczym spragniony świeżej krwi wampir. W natłoku piętrzących się emocji ponownie zamknęłam oczy, kiedy chłopak zachłannie pieścił każdy skrawek mojej mlecznej skóry. Wzlatując tysiące metrów nad chodnikami, zielonymi krainami i lazurowymi jeziorami, czułam, że będzie to niezapomniany weekend.
Po omacku położyłam dłonie na umięśnionych ramionach Toma i odgarnęłam z nich złociste dready. Leciutko ułożyłam głowę na torsie gitarzysty, wsłuchując się w jego równomierny, spokojny oddech i nieco przyśpieszone bicie serca. Niczego więcej tak bardzo nie chciałam jak tego, żeby zostało tak na zawsze. Na zawsze teraz, w jego ramionach, tam gdzie zatrzymuje się świat.
Po paru ulotnych minutach skierowaliśmy się ku okazałemu, jasnemu budynkowi, który malował się w oddali. Otaczała nas wrażliwa cisza, przerywana jedynie zabawnym stukaniem kul Toma o elegancki chodnik, prowadzący gości do hotelowego królestwa. Złapałam chłopaka pod ramię, kiedy zaczęliśmy się wspinać po błyszczących i śliskich stopniach prowadzących do głównego wejścia. Cały budynek utrzymany był w kremowej tonacji i przypominał ustronną rezydencję arystokracji. Z uznaniem rozglądałam się dookoła, podziwiając budowlę. Kiedy wielkie, drewniane drzwi się przed nami uchyliły i weszliśmy do środka stąpając po długim dywanie, poczułam się wyjątkowo.
Całą grupą udaliśmy się do recepcji, aby odebrać klucze do naszych pokoi. Okazało się, że większość weselnych gości już dawno przybyła, więc zostały nam przydzielone ostatnie pomieszczenia na samej górze. Tom łapczywie wyrwał uroczej recepcjonistce kluczyk do dwuosobowej sypialni, i szczerząc w moim kierunku zęby, pomachał mi nim przed nosem.
-Kochanie, czas zacząć nasz mały urlop.
Jeszcze nie zdawałam sobie sprawy, jak bardzo zbliżające się dni będą różniły się od czysto wypoczynkowego wyjazdu.


W powietrzu unosił się rozkoszny i orzeźwiający zapach truskawek, który zabawnie mącił się z wlatującymi przez okno masami świeżego powietrza. Gdzieś pomiędzy tą rozkoszną mieszanką, stało nasze wielkie, istnie królewskie łoże, nakryte puszystą, śnieżnobiałą pościelą. Leżałam nieco podkulona, opierając podbródek na torsie gitarzysty, roziskrzonymi oczami wpatrując się w matowy ekran laptopa, co chwilę śmiejąc się z zabawnej, ale piekielnie zboczonej, ulubionej komedii Toma. Z ust chłopaka wyrywał się gromki śmiech, przerywany nieznośnym wierceniem się i łaskotaniem mnie drugą ręką za uchem.
-Wiesz, że ten film obejrzałem po raz pierwszy, kiedy miałem 12 lat? – próbował zwrócić na siebie uwagę Tom, delikatnie szczypiąc mnie okruszkami palców w policzek – nie mogę uwierzyć, że nigdy tego nie oglądałaś!
-Po prostu jestem trochę od pana przyzwoitsza, panie Kaulitz! – odpowiedziałam, wystawiając w stronę chłopaka język.
-I kto pani w to uwierzy, pani Marto? – zapytał, odstawiając laptopa na bok i niebezpiecznie pochylając się nade mną – jestem w stanie nawet założyć, że jest pani gorsza od bohaterki tego filmu.
-Tego już za wiele! – powiedziałam, marszcząc nos i popychając chłopaka, sprawiając, że teraz ja byłam na górze. Chłopak rozkosznie się chichotał, rumieniąc na twarzy. Patrzył na mnie rozanielonym i niezwykle przenikającym wzrokiem, trzymając ręce na moich kształtnych biodrach. Czułam, jak przechodzą go ciarki, kiedy dla zmyłki powoli zaczęłam masować jego zmęczone barki, a po chwili z impetem chwyciłam za dużą, puchową poduszkę i wycelowałam nią w twarz gitarzysty. Zaniosłam się głośnym śmiechem, widząc jak chłopak otrzepuje się z łagodnego puchu, który osiadł mu na dreadach. Tom nie czekał ze słodką zemstą i szybkim ruchem chwycił kolejną poduszkę i już nią we mnie celował, kiedy niespodziewanie rozległo się głośne pukanie do drzwi. Zastygłam, i odrzucając kołdrę, głośno krzyknęłam:
-TO SUKIENKA, TOM! SUKIENKA! – w omoku podniosłam się z miejsca i zaczęłam biegać w kółku po pokoju, po drodze zatrzymując się przy moim mężczyźnie i obdarzając go namiętnym całusem. Po chwili stanęłam w drzwiach i doprowadzając siebie do ładu, leciutko je uchyliłam. Ujrzałam przed sobą egzotycznej urody mężczyznę, który w swoich umięśnionych ramionach dzierżył starannie zapakowany, podłużny pakunek. Parę razy z radości podskoczyłam na jego widok, a następnie obdarowałam promiennym uśmiechem.
-Bella Marta, ma się rozumieć? - zapytał nieco zdezorientowany, ale uroczy posłaniec, wręczając mi paczkę.
-Tak, dziękuję! – powiedziałam cała w skowronkach, odbierając przesyłkę.
-Żebyś jeszcze kiedyś tak reagowała na mój widok – mruknął Tom, a następnie ponownie ułożył laptopa na swoich kolanach i skończył oglądać film.


Nigdy nie spodziewałam się, że popołudniowe przygotowania do ślubu rodzicielki Kaulitzów będą sprawiać mi tak wielką przyjemność. Kiedy wesoło krzątałam się po pokoju, czując jak przesiąkam kwiatowym zapachem perfum, miałam wrażenie, że wszystko, co nas otacza jest bajką. Naszą bajką, w której my odgrywamy główne role, mocno trzymając się za ręce.
Przeglądając się w ogromnym lustrze w złotych, misternych oprawkach, wyobrażałam sobie, że szykuję się na wielki, magiczny bal. Parę razy wesoło okręciłam się wokół własnej osi, a potem rozpuściłam swoje długie włosy, pozwalając aby swobodnie opadły na ramiona. Zadziornie się do siebie uśmiechnęłam, a następnie rześkim krokiem przeszłam do drugiego pomieszczenia.
Mój mężczyzna stał na środku pokoju z lekko uchylonymi ustami, podpierając się na kuli. Beznamiętnie wpatrywał się w wiszące na szafie koszule i marynarki, bez przekonania co chwilę biorąc którąś z nich do ręki. Ubrany był jedynie w ciemne, duże i niedopasowane dżinsy, które swobodnie leżały na jego męskich biodrach. Dready Toma były fikuśnie związane do góry i niebezpiecznie odsłaniały długą szyję i umięśnione barki właściciela. Zatrzymałam się w progu komnaty, opierając o futrynę drzwi, delikatnie stukając w nią palcami.
-Tom, nie mów, że idziesz na ślub własnej matki w dżinsach! – powiedziałam, unosząc ze zdziwieniem brwi do góry.
-Marta, a czy wyobrażasz sobie mnie w innych spodniach? Już prędzej pójdę bez nich, niż włożę coś z tego co proponował mi mój elegancki braciszek – odpowiedział gitarzysta, wracając do poszukiwań górnej części ubioru.
Wzruszyłam ramionami i wróciłam do sypialni. Teraz był czas na mnie.
Ostrożnie ułożyłam długi pakunek na łóżku i płynnym ruchem zaczęłam go otwierać. Nie minęło kilka sekund, a ją ujrzałam. Miałam wrażenie, że moje oczy lśnią pośród lekkiego półmroku, panującego w pokoju. Delikatnie wyjęłam sukienkę z pudełka i przyłożyłam ją do ciała. Krwiście czerwona kreacja robiła olśniewające wrażenie. Uśmiechałam się sama do siebie, kiedy układałam ją na ciele, zgrabnie dopinając zamek. Gdy już ją nałożyłam, ponownie stanęłam przed lustrem, dokładnie się sobie przyglądając. Zdradliwie opinająca ciało sukienka bez ramiączek i z rozkloszowanym, kwiatowym spodem szalenie mi się podobała. Cieszyłam się na zbliżający się, gwieździsty wieczór i pełną zabawy noc. Chwyciłam w ręce niewielką, ale urokliwą wiązankę pachnących kwiatów i byłam gotowa, aby ruszyć ku kolejnej przygodzie.


Niewielka, miejscowa kapliczka zapełniała się z minuty na minutę. Biały, elegancki budynek tętnił dzisiaj radością i pozytywną energią. Buszujący nad nami zapach rześkiej konwalii zapowiadał przepełnioną miłością uroczystość. Zajęłam miejsce obok Toma i jego brata w jednej z pierwszych ławek i wlepiłam wzrok w malujący się przed nami ołtarz. Przyozdobiona białymi kwiatami główna cześć budynku wspaniale komponowała się z wydobywającą się ze starego fortepianu muzyką. Ponownie poczułam się jak w bajce, jakbym powracała do moich dziewczęcych marzeń o romantycznym ślubie, zwiewnej sukni ślubnej i czarującym towarzyszu życia. Rozczuliłam się otoczeniem i odwróciłam do tyłu, patrząc jak wielkie oszklone drzwi zapraszają ludzi do udziału w tej magicznej okazji. Po długim, bordowym dywanie ciągnącym się przez całą kapliczkę stąpały kolejne, elegancko ubrane osoby. Kiedy wszystkie ławki zostały wypełnione po brzegi, a stojące na małych stoliczkach aromatyczne świeczki się zapaliły, wiedziałam, że uroczystość się zaczęła. Obserwowałam, jak w wejściu ukazuje się wysoka, kobieca postać, sunąca się do przodu w rytm melodii. Piękna, ale skromna suknia lśniła pośród panującego półmroku. Widziałam pełen szczerego szczęścia uśmiech kobiety i podekscytowane, ale lekko zdenerwowane oczy. Miałam ochotę zaklaskać w ręce z radości, przerywając tą cichą chwilę rozczulenia.
Gdy Simone dotarła do centralnej części kapliczki i złączyła dłonie ze swoim wybrankiem, poczułam, jak moje oczy zachodzą się łzami wzruszenia. Napawałam się krystalicznym szczęściem pary i świeżością potężnego uczucia.
Nagle poczułam, jak ktoś czule dotyka mi dłoni. Popatrzyłam w bok i zetknęłam się spojrzeniem z Tomem. Przeszły mnie ciarki, a łzy zaczęły jeszcze intensywniej spływać po policzkach, ponieważ pierwszy raz w życiu zauważyłam, że oczy gitarzysty są także pełne rozczulenia. Leciutko oparłam głowę na ramieniu Toma, wtulając się w ciemną marynarkę. I wsłuchując się w bicie jego serca, dotrwałam do końca ślubu.
Marta
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

Linki

Znajomi:
Hilf mir fliegen
Kinga
gluck-sehnsucht
Uciekając od miłości.
An dich

Oceniono mnie:
Świetny ( ;
Cztery!
celująco! ;]
Bardzo dobrze.
bardzo dobry +
Pięć!
Pięć!

Bliskie sercu...
Dodatki z TH.

Mój Profil

Podlinkuj

Dodaj do ulubionych

brak kategorii (62)
wszystkie (62)

doda-tkitokio-hotel4lena-th-opowiadaniedlaczego-jamy--imaginationvergessene-kinderwo-sind-eure-handeletzte-segenichliebetomimmortal-dreambaby-babymeine-schatzdanke-billfuck-me-tommnie-zabicaway-from-the-sunlilsuxx

georgianight-dance

Archiwum

2006
maj (6)
czerwiec (5)
lipiec (3)
sierpien (2)
wrzesień (1)
listopad (1)

2007
styczeń (1)
luty (1)
maj (1)
czerwiec (3)
lipiec (3)
sierpien (3)
wrzesień (2)
październik (1)
listopad (2)
grudzień (3)

2008
styczeń (4)
luty (1)
marzec (2)
kwiecień (1)
maj (2)
czerwiec (2)
lipiec (2)
sierpien (2)
listopad (1)

2009
marzec (1)
czerwiec (1)
lipiec (1)

2010
luty (1)
marzec (1)
kwiecień (1)
maj (1)

Layout by Lomuelle © Szablony.Blogowicz.info
Blog & dodatki na bloga